Resovia po raz pierwszy od 21 lat w finale!
Resovia po raz pierwszy od 21 lat w finale!
Asseco Resovia pokonała ZAKSĘ 3-2 w czwartym półfinałowym meczu. MVP wybrano Mikko Oivanena. W rywalizacji do trzech zwycięstw ekipa trenera Ljubo Travicy wygrała 3-1 i awansowała do wielkiego finału, w którym zmierzy się z broniącą tytułu Skrą Bełchatów. ZAKSA walczyć będzie o brązowy medal z Jastrzębskim Węglem. Rzeszowianie też w przyszłym sezonie zagrają w Lidze Mistrzów,
Sobotni pojedynek dostarczył kibicom w hali na Podpromiu ogrom emocji. Zespół z Kędzierzyna nie załamał się kontuzjami (Martin i Novotny) i po raz kolejny już w tym sezonie pokazał charakter i ogromną wolę walki. - Postawiliśmy wszystko na jedną kartę - opisuje przyjmujący ZAKSY, Michał Ruciak. - Graliśmy o wszystko, walka była ogromna. Na pewno możemy być zadowoleni, że nie odpuściliśmy i postawiliśmy się mocno. Szkoda tylko, że nie udało się wygrać, a byliśmy tego bardzo blisko - stwierdził Ruciak, który w końcówce tie-breaka popełni dwa błędy w przyjęciu i rywale złapali wiatr w żagle. Wcześniej może za wyjątkiem IV seta trwała ostra walka. - Myślę, że w naszym zespole niewiele się zmieniło - mówi Ruciak. - W piątek może trochę mieliśmy problemów z atakiem, ale dziś było już lepiej i gra się wyrównała. Kilka elementów wykonywaliśmy nieco lepiej i sta ta zmiana w porównaniu z piątkiem - twierdzi Ruciak. Po obu stronach siatki trwał twardy pojedynek atakujących: Dominik Witczak kontra Mikko Oivanen. Z niego zwycięsko wyszedł Fin, choć na duże słowa pochwały zasługuje też zawodnik ZAKSY. - to chyba był mój najlepszy do tej pory występ. Cieszę się, że mogłem pomóc zespołowi, tym bardziej, że przez tydzień z powodu problemów z mięśniami pleców nie trenowałem. Było ciężko ale najważniejsze że wygraliśmy i jesteśmy w finale - stwierdził Oivanen, który miał 60 proc skuteczność w ataku (33 pkt). Losy awansu do wielkiego finału rozstrzygnęły się w tie-breaku, który praktycznie od samego początku układał się po myśli ekipy trenera Krzysztofa Stelmacha. Resoviacy musieli cały czas gonić rywala. ZAKSA prowadziła już 11:8 i wydawało się, że meczu nie przegra. - Może to zabrzmi teraz trochę buńczucznie ale cały czas zachowywaliśmy spokój - mówi Paweł Woicki. - Mieliśmy założenia taktycznie i staraliśmy się je do końca wykonać. Wierzyliśmy, że się uda ich przełamać i to nastąpiło po bloku i potniej przy zagrywce Ihosa - twierdzi rozgrywający Asseco Resovii. Broniąca tytułu PGE Skra Bełchatów oraz Asseco Resovia Reszów zagrają w finale PlusLigi. Drużyna trenera Daniela Castellaniego regularnie zwyciężała rzeszowski zespół w ekstraklasie i Pucharze Polski. Nic nie przychodzi łatwo. To był ciężki - a gdzie tam - bardzo ciężki sezon. Oczekiwania były olbrzymie. Każdy z nas wiedział, że musimy dobrnąć do strefy medalowej. Półfinały z Zaksą Kędzierzyn były niesamowite. Gdyby była taka możliwość, dałbym szansę gry o złoto obu zespołom. Im za walkę, umiejętności i determinację - nam za zwycięstwo, ale przede wszystkim za charakter, bo przecież w fazie zasadniczej ulegliśmy Zaksie dwa razy, a pierwszy mecz w play-off też był dla nich.
Wnieśliśmy coś nowego do ligi, mamy swój styl. Wierzę, że nie był to tylko jednoroczny wyskok i me dale zawitają do Rzeszowa na stałe. Resovia ma markę, budować jej nie trzeba, ale chcemy być rozpoznawani w Europie jak Skra – powiedział filar Resovii Ignaczak.